No, więc jestem w szpitalu na kardiologii. Jeszcze wczoraj jadąc tu miałam nadzieję , że jak napiszę Mateuszowi, że tu leże.... Miałam nadzieje, że w końcu go zobacze. -Ale nie. Olał mnie. Nawet nie odpisał.Nic... Jakby mnie nigdy nie było, jak bym nic nie znaczyła, jakby te chwile nic nie znaczyły. Byłam zła, może zrozpaczona... Nie wiem. Było mi ciężo udawać, że jest w miare dobrze.
Paweł przyjechał do szpitala, ale nie wiem, na co on liczył? Chyba, że wróce. Ale nic z tych rzeczy! - Myślami byłam daleko, daleko z tąd.. Byłam z Mateuszem jakby 19 maja...
Dziś ok 10 zadzwoniłam do Motyla, potrzebowałam rozmowy z kimś, komu na mnie zależało... Odebrał (szok) Rozmawialiśmy i było mi tak dobrze... -Później zaczęłam myśleć o Mateuszu więc zadzwoniłam... I nie odebrał! Przypominałam sobie jak to było, gdy miałam Motyla, a później jak miałam Mateusza.
-Te myśli raniły, nie wiem dlaczego... Ale tak właśnie było.
Motyl po prostu był, nie chciał nic, rozmawiał i rozmowy chciał... I tyle. A mateusz?
-z czasem zaczął chcieć mojego ciała, chciał mnie zmieniać... A ja nie chciałam, to mnie kurwa olał. -Niepotrzebnie teraz porównuję go do Motyla. Przecież wcześniej tego nie robiłam... -Cholera. Muszę się ogarnąć.
Chciałabym dotknąć, zobaczyć poczuć znów Mateusza...
Misiu:
Gdziekolwiek i z kim kolwiek jesteś i będziesz, to chcę, żebyś o mnie pamiętał, żebyś pomyślał czasami o nas, wspólnych godzinach... -chcę żebyś po prostu pamiętał, że kiedyś byłam.
Ciężko jest żyć bez ciebie - cięzko, bo czegoś brak.
Ciężko chwilami równo w szeregu be z pokrycia stać.
Po prostu jest mi ciężo...
Wróć- proszę.
Historia się powtarza, nie mam na to wpływu, choć tak bardzo bieg wydarzeń zmienić bym chciała...
Eh... Kurwa!
Tak cięzko j est mi bez ciebie.
Usposobienie ma szczere i otwarte a umysł niezwykle uzdolniony . Okazuje wszechstronne zainteresowania i ma szerokie poglądy. Bardzo wrażliwa, pracowita, potrafi umiejętnie zastosować swe zdolności w życiu praktycznym i wykorzystać je w pracy. Jej wytrwałość w wszelkich projektach zapewnią jej w końcu powodzenie. Odznacza się trafnymi poglądami i zdrowym rozsądkiem.
Podobno tak mi pasowałoby. a i bez tego taką jestem...
Ni e wiem już, co myśleć.
Dziś poszłam na targ kupić brat u koszulkę a on do mnie "...Niech już pani idzie i się potnie.."
Rozpłakałam się ale to później, najpierw powiedziałam "dziękuję, dowidzenia.'' tak jakbyłabym zadowolona z zakupów. później szłam jak burza, tak, że nawet ludzie zchodzili mi z drogi. I płakałam, ciągle płakałam i nie mogłam przestać. -to cholernie mnie zabolało. Później usiadłam na jakimś murku i wyłam jak dziecko, podeszła jakaś kobieta i zapytała się, czy coś się stało. Oczywiście odpowiedziałam, że nic się sie stało, i że dziękuję za zainteresowanie. Kobieta odeszła. Zostałam sama, czułam się potwornie więc napisałam do Mateusza czy mogę do niego wpaść, odpowiedział, że jest na rolkach ok 10 km od lublina więc narazie nie da rady. Odpisałam jak gdyby nigdy nic że nie ma sprawy. Czułam się samotna, zła i... niepotrzebna.
Nie wiem w sumie, dlaczego aż tak mnie to tknęło. Ale do tej pory płacze gdzieś po kątach mimo tego że już jest noc, to ja nie potrafię przestać płakać. Boję się siebie, boję się swoich słów wypowiedzianych i tych, które chcę wypowiedzieć. -Nie chcę nigdy żałować tego co powiedziałam, choć i tak często żałuję. Nie potrafię przeboleć tego faceta z targu. -Ja nic nie chciałam, żadnego metalu, czy czegoś czego nie mógłby dla mnie zrobić...
Później zaczęłam biec przez pełne ludzi ulice, wpadłam pod maske jakiegoś zielone go forda, uderzył mnie w kolano to po operacji. Teraz nie bardzo mogę chodzić, ale udaję że jest ok. Bo jak o tym powiedzieć mamuśce?
-Kierowca popatrzył na mnie i zapytał, czy jakoś mi pomóc. Nie czułam już w tedy nic. Wiedziałam, że się rozmazałam, że mam podarte rajstopy i łzy w oczach, na policzkach rozmazane razem z tuszem...
-Waliło mnie to, pragnęłam być sama... Już nie mogłam biec ale szłam, uciekałam jakby przed samą sobą, nie patrzyłam na światła, na nic... Po prostu szłam. a ludzie patrzyli na mnie jak na idjotke...
Tak minęły dwie godziny.
W między czasie pisałam z Mateuszem jakgdyby nigdy nic. Choć tak bardzo chciałam do niego, wiedziałam, że to bez sensu więc, uciekałam jeszcze dalej...
Poźniej wróciłam na pks. Wsiadłam w busa i pojechałam w strone cmentarza. Jutro dzien ojca i 11 mc od kąd tata nie żyje.- ta świadomość też robiła swoje... Kupiłam mu kwiaty i zaniosłam, postałam i choć chciało mi się płakać, to nie płakałam...
Wróciłam do domu, przybita, nie taka... Udawałam, chyba sprawnie, bo nikt nie zauważył. Tylko kulej ę i mówię, że to po operacji...
wierzą mi. -to dobrze.
znów chcę mi się płakać, choć nawet nie ma konkretnego powodu. A może jest i ch tak wiele, że nie wiem, o którym mówić?
Nie wiem.
Miłej nocy
Uwielbiałam, jak mnie dotykałeś, całowałeś, jak po prostu byłeś obok, nawet ten twój język w uchu...
Zapytałeś, czy zechce być z tobą... Kazałeś mi to sobie przemyśleć, żebym nie żałowała i wiesz co?
Chcę, naprawdę chcę być z tobą ale boję się, cholernie się boję tego wszystkiego.
Nie wiem, co sprawiło, że to piszę ale myśle, że to ważne... Nie potrafię zrozumieć, dlaczego to jest takie trudne? Twój wiek nie przeszkadza mi, bo to przecież nie jest wazne, jedyne co mi przeszkadza to świadomość, że wiola zawsze w twoim sercu będzie (sam tak to ująłęś) -To cholernie boli. Tęsknie za toną, choć dopiero tydzień cię nie widziałam...
Chyba lubię sprawiać sobie ból, bo przecież sama chcę znajomość zakonczyć, a to przez ten jebany strach... -Uwierz, że ta decyzja nie była latwa, bo teraz, bez ciebie już nic nie jest łatwe..
Kocham cię.
Po bladym policzku płynie łza,
Jej mina strasznie zasmucona,
a z pociętych rąk płynie krew..
krew gorąca.. czerwona..
Łza tusz na oku rozmazała,
spływając ślad zostawiła.
Kropelka nieco chłodniejszej już krwi
biały rękaw pobrudziła..
Jej oczy powoli otwierają się,
łzy na twarzy zasychają.
Chce się uśmiechnąć,
lecz widzi, że krople krwi z ran dalej spływają.
Patrzy na swe ręce, przykłada je do twarzy,
powoli, delikatnie krwi smakuje.
Znów zamyka oczy,
Znów płyną łzy,
a ona uśmiechnąć się próbuje.
Żyjemy, umieramy, a śmierć tego nie kończy
Zagłębiamy się coraz dalej w koszmar
Trzymaj się życia, nasz kwiecie męki pańskiej
Trzymaj się pizd i kutasów desperacji...
Zebraliśmy się w tym starodawnym, obłąkanym kinie
By szerzyć swą żądze życia i umknąć rozlewającej się ulicznej mądrości
Nacierają na stodoły
Pilnują okien i tylko jeden z pozostałych
Zatańczy i ocali nas
Boską ironią słów.
- Jim Morrison, ponad wszystko.
ehh, co ja tu robie?
Czy w ogóle coś powinnam?
Siedze przy laptopie i płakać zaczynam...
Bo ja głupku tęsknię za tym wszystkim!...
Nie wiem, co mam powiedzieć.
Byłeś mi tak bardzo bliski....
Wolałabym nic nie wiedzieć....
Zawsze coś zrobiłam...
Za dużo też zawsze....
Czy kimś jestem? Kim byłam?
Nie mogę na to już patrzeć.....
Tak mi brakuje tych chwil....
Tych słów i gestów....
Chciałabym byś zawsze był....
Bo wiesz, że ja wciąż jestem....
Tak niewiele mi zostało...
Oddałam wszystko....
A i tak wiem, że to za mało....
Byłeś mi tak bardzo bliski.....
Chciałabym umrzeć dla Ciebie....
Lecz co dalej?....
Czy będziesz szczęśliwszy?-Nie wiem...
Zostaje wciąż jakieś ale....
Lecz gdy umrę....
Weź wtedy me serce....
W dłonie, nie w trumnę...
Nie chcę niczego więcej....
Poczułam nagłą chęć ucieczki z tąd.
Nie chcę tak dalej.
nie mogę.
Jest mi zaciężko...
Nie wytrzymuję.
Nie daję rady.
Wszystko było tyle razy prostrze gdy byłeś,
gdy ze mną żyłeś.
To takie złe,
takie niemądre.
Naprawdę kocham cię...
Naprawdę.
Nie wiem co zrobić już.
Chcę być prz tobie,
i wiedzieć,
że na zawsze jesteś tu.
Ale nie ma cię.
czy już cię nie będzie?
Tak ważna czuję się gdy jesteś.
To miało być inaczej...
Lecz teraz nie ma nic,
nic nie zostało z moich marzeń, planów.
Już ich nie mam.
Już ich nie potrzebuję.
Bo nie mam ciebie,
nie mam podstaw by cokolwiek budować...
sobota, 31 lipca 2010
Licznik odwiedzin: 2059
| « lipiec » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | |||
| 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 |
| 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 |
| 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 |
| 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | |
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Oczy zimne-zaczarowane, Usta uśmiechem obdarowane. choć czasami uśmiechu nie chciały. Policzki zaróżowione, Ramiona odsłonione. Włosy? Hmm chyba brązowe, Rudawy odcień -więc może są kasztanowe....
więcej...Oczy zimne-zaczarowane, Usta uśmiechem obdarowane. choć czasami uśmiechu nie chciały. Policzki zaróżowione, Ramiona odsłonione. Włosy? Hmm chyba brązowe, Rudawy odcień -więc może są kasztanowe. Z zewnątrz słodka, Wewnątrz gorzkawa. Na pozór silna i wesoła dziewczyna. Kokietka? Też czasem bywa, W końcu to normalna dziewczyna. Lubi deszcz, Bo w deszczu nie widać jej łez. Gdy płacze musi być sama, Nie może pozwolić sobie na chwile załamania. Na pozór silna dziewczyna, A w środku ledwo się trzyma. Lubiana? Możliwe... Lecz to pytanie bardzo podchwytliwe. Kocha? Nikt tego nie wie, Zamknięta w sobie, Może kocha tylko samą siebie...
schowaj...mam smutne oczy,których kolor zależy od nastroju, duże dłonie, zakochane serce. mam prostą grzywkę, wiszące kolczyki, łzy w oczach i uśmiech na twarzy. jestem zła, mściwa, wredna, klnę, nie uśmiecham się ładnie,jeśli nie widzę w tym jakiegoś interesu, nie lubię ludzi, którzy nie umieją słuchać, nie lecę na łatwe teksty, nie piję z obcymi, nie masz co liczyć na moje spojrzenie, nie daję kredytu zaufania. ale mam też inne zalety.